Konrad Kryk: W walce wieczoru gali w Rzeszowie występuje dwóch zawodników, którzy nie są
bezpośrednio związani z grupą KnockOut. To nietypowa sytuacja. Jaki jest status promotorski Izu
i Łukasza Różańskiego?
Andrzej Wasilewski: Jeśli chodzi o Izu, to jesteśmy współpromotorami. Tym pierwszym promotorem jest
Dariusz Michalczewski. Na tym etapie to on pierwszy rozpoczął rozmowy. Natomiast nie oszukujmy się,
na razie Darek nie organizuje gal. Może zorganizujemy jakąś razem, czego bardzo bym sobie życzył.
Wykonawczo jeśli chodzi o rynek polski pewnie my będziemy bardziej aktywni. Z całym szacunkiem,
sympatią chcemy stworzyć jak najlepsze warunki i dać jak najlepsze możliwości Izu.
Z Łukaszem Różańskim jest inna sytuacja. Jest on związany z moim przyjacielem panem Kaliszem,
prezesem firmy Fibrain i prezesem Stali Rzeszów, ale tak naprawdę pan Kalisz nie organizuje gal, więc zajmujemy się tym my. To jest pierwsza gala, gdzie mamy taką sytuację, że w jednym pojedynku jest
dwóch ważnych pięściarzy z naszej grupy (Stępień-Matyja – przyp. red.), a w walce głównej nie ma
głównych zawodników KnockOutu. Dziwna sytuacja, ale ciekawa pod jednym względem – nie mam
sprzeczności biznesowej i mogę jeszcze bardziej cieszyć się z tych walk jako kibic. To jest fajne, czuję to
już dzisiaj.
KK: Czerwiec był dla polskich zawodników kiepski. Czy lipiec – gala w Rzeszowie i występ Artura
Szpilki na O2 Arena w Londynie będą jaśniejszymi punktami?
AW: Ja od wielu tygodni starałem się przekazać w komunikatach, że w obydwu tych walkach (Głowacki-
Briedis, Sulęcki-Andrade – przyp. red.) nie jesteśmy faworytami. To, że w ogóle do takich walk dochodzi,
to jest sukces. Jeśli chodzi o wynik, to są to porażki. Porażki bardzo rozczarowujące. Pierwsza druzgocąca,
bo nie bokserska, druga zaś boli – jak zawsze w takich przypadkach. Tym bardziej boli Maćka Sulęckiego,
który stwierdził, że ,,przeszedł obok walki, bez walki”. To straszne, bo na taką walkę Maciek czekał
jedenaście lat. Marzył o tym jeszcze jako chłopiec, potem mężczyzna, doszliśmy do tego momentu i coś
nie zaskoczyło. To jest tragedia osobista, nam kibicom jest to oceniać łatwo. Maciek zresztą powiedział
coś ciekawego. Był przykład walki Krzyśka Włodarczyka, któremu zupełnie nie wyszła walka z Drozdem i
Maciek powiedział teraz, że zrozumiał to – zdał sobie sprawę, że może być taka chwila, że nagle nic nie
wychodzi i jest blokada, z którą nic nie można zrobić.
Bardzo ciekawie to skomentował, zawsze cenię te komentarze, trener Łapin: pierwszy nokdaun ustawił
walkę, ale na tym poziomie może zdarzyć się wszystko w każdej chwili. Maciek przyjął bombę, przyjął
drugi raz, za trzecim razem usiadł. Wstał na szczęście w formie. Przywitał się z walką o mistrzowstwo
świata i zabrał się do ciężkiej pracy. Tak mniej więcej było, on naprawdę brał się do ciężkiej pracy, ale ten
nokdaun go zablokował. Dziś się już tego nie dowiemy.
Doprowadzamy do odpowiednich walk dla naszych zawodników w optymalnych warunkach
i myślę, że to robimy perfekcyjnie, a to że nie mamy Łomaczenki, czy Usyka, zawodników ringów
olimpijskich w Polsce, to nie do końca jest nasza wina, tylko rynku polskiego, systemu szkoleniowego,
Polskiego Związku Bokserskiego i wszystkich innych czynników. Myślę, że biorąc pod uwagę cały ten
background, mówię nie tylko o naszej grupie, ale o całym polskim boksie zawodowym, boks zawodowy
jest wielokrotnie mocniejszy, niż boks amatorski.
KK: Sporo jest głosów krytycznych wobec rywala dla Kamila Szeremety na Rzeszów, Edwina
Palaciosa (12-9-1, 8 KO), ale z drugiej strony EBU właśnie ogłosiło, że do walki z Matteo
Signanim w obronie pasa dojdzie we wrześniu.
AW: Signani był chory. Teraz się to wszystko wahało, stąd dotychczas walki nie ogłaszaliśmy. Trener Łapin
chciał, żeby Kamil, skoro jest w cyklu przygotowawczym, stoczył jakąś walkę i to jest po prostu starcie,
które ma się odbyć. Kamil robi wagę, wprowadza pewne zmiany w diecie. Szykujemy się do tych
najpoważniejszych walk, do których jest trochę czasu. Mamy czas na sprawdzenie zdrowia zawodnika,
jego organizmu, parametrów na treningu, kwestii żywieniowych.
KK: Fiodor Czerkaszyn dostał solidnego rywala Wesa Cappera (20-2-1, 11 KO). Czy to jest ten
moment, że w przypadku wygranej skokowo zostanie podniesiona poprzeczka dla państwa
zawodnika, czy jednak Fiodor jest w wieku, w którym w nieco wolniejszy sposób trzeba go
,,budować”?
AW: Myślę, że w Polsce niewłaściwie i bardzo pejoratywnie jest traktowane określenie ,,budowanie
zawodnika”. Pan niechcący też użył tego sformułowania, a prawda jest taka, że dla zawodnika rzecz
najważniejsza, szczególnie gdy utalentowanych pięściarzy jest bardzo mało, to właściwie prowadzić
karierę. To są koszta, które ponoszą menadżerowie, promotorzy i wszyscy ludzie pracujący nad rozwojem
danego zawodnika. Ta walka kosztuje pieniądze, a jest nam tak naprawdę do niczego niepotrzebna. To
jest właśnie ta kwestia ,,budowania” pięściarza, że sprawdzamy pewne warianty inwestując pieniądze i
czas. Dla pięściarza to kolejny okres przygotowawczy, kolejny okres poza domem. Staramy się robić
wszystko co możemy najbardziej optymalnie, bo nie mamy w naszym boksie olimpijskim geniuszy boksu,
których wystarczy przestawić na boks zawodowy i są to samograje.
Wystarczy spojrzeć na Krzysia Głowackiego, czy Maćka Sulęckiego, na Krzysia Włodarczyka. Oni mieli
oczywiście medale, ale nie było takiej sytuacji, żeby ileś razy z rzędu byli mistrzami Polski seniorów.
Krzysiek Włodarczyk był wicemistrzem Polski seniorów. To tym bardziej pokazuje, że nawet na tym
kompletnym polskim bezrybiu widzimy zawodników, w których wierzymy. Wierzymy, że jakieś ich cechy
predysponują ich do sukcesów, w warunkach otoczenia ich opieką. Z Maćkiem Sulęckim podpisaliśmy
kontrakt przy udziale Andrzeja Gmitruka i to właśnie trener Gmitruk dostrzegł coś w Maćku. Może
widział więcej na ringach amatorskich i tak się wydarzyło, że trał do naszej grupy. Jednak jak się spojrzy
na dokonania amatorskie pana Andrade, a pana Sulęckiego, to jest to przepaść po prostu.
KK: Paweł Stępień miał problemy w walce z Suchockim i wylądował na deskach. Luz był
pociągnięty aż za daleko, do poziomu nieuważności. Matyja to bardzo solidny rywal. Są już
zaplanowane dalsze kroki w karierze Pawła, czy czekamy na rozstrzygnięcie sobotniego
pojedynku?
AW: Właśnie jeśli chodzi o walkę Stępień-Matyja i Czerkaszyn-Capper, to są te walki, w przypadku których
ciężko mówić co dalej. I jeśli chodzi o Fiodora i jeśli chodzi o Pawła zobaczymy po prostu w jakim miejscu
oni są.
KK: Na ważeniu zgromadziły się tłumy. Wydaje się, że lokalizacja sprzyja organizacji wydarzenia
bokserskiego.
AW: To jest to co zawsze powtarzam. Tak jak się buduje zawodników, tak buduje się partnerów.
Organizujemy już jedenastą galę w Rzeszowie. Były lepsze i gorsze, jak to w życiu, ale znów wracamy.
Budowaliśmy bazę kibiców, budowaliśmy kontakty i rzeczywiście to czysta przyjemność być tu znowu.
Wczoraj mieliśmy przyjemność prowadzić trening otwarty naszych zawodników. Przewinęło się w tym
czasie może dwa tysiące, może nawet trzy tysiące ludzi. Wszyscy uśmiechnięci. Piękne miasto, piękna
scena na rynku na starówce. Czego chcieć więcej? Podkreślam rolę Urzędu Miasta Rzeszowa. Pan
prezydent jest człowiekiem sportu. Współpracujemy z samorządem już kilkanaście lat i zawsze są to
ludzie otwarci. A są przecież takie rejony, które mają boks w głębokim poważaniu i tam naprawdę ciężko
zorganizować jakieś wydarzenie.
KK: Dziękuję za rozmowę.
Wywiad pierwotnie opublikowany 06.07.2019 na Tojestboks.pl




